zaiste, osobliwe rozumu pomieszanie
Blog > Komentarze do wpisu

Jackson na niedzielę namber tłenti tu

Joe Jackson A Cure for GravityA Cure for Gravity 2A Cure for Gravity 3

Dziś "Jacksona na niedzielę" (który początkowo miał nie otrzymać promocji do następnej klasy, ale w końcu autor uznał, że w ramach jesiennych porządków wszystko może zniknąć z tego blogu, ale nie cykl, który - było, nie było - stanowi o jego wyjątkowości; pokażcie mi drugie takie miejsce w polskiej blogosferze, w którym z podobnym samozaparciem popularyzuje się równie niepopularnego Artystę) wydanie literackie. To, co Szanowne Państwo widzi powyżej, to okładki trzech różnych wydań memuarów Artysty, które ukazały się pod koniec roku 1999, i które nie dość że nie zostały bynajmniej wydane nakładem autora, to jeszcze doczekały się ciepłych recenzji w prasie rozmaitej, a nawet przetłumaczonymi zostaly na język niemiecki. Chciałbym napisać, że jako fan wielki Artysty i zarazem, za przeproszeniem, tłumacz oczywiście mam w szufladzie przetłumaczoną własnopalczaście polską wersję "A Cure for Gravity" i że lata całe spędziłem na próżnych próbach zainteresowania jakiegoś wydawcy jej opublikowaniem. Cóż, chciałbym, ale nie mogę. Przedsięwzięcie to, z racji niemalże zerowej popularności Artysty w ojczyźnie naszej, już na samym początku wydało mi się, delikatnie rzecz ujmując, nierentowne. Dlatego też się go nie podjąłem. Młodzieńczy idealizm (o ile w ogóle kiedyś coś takiego miałem) przegrał z koniecznością zarabiania na życie swoje i rodziny swojej.

O czym jest ta książka? Oto, co na ten temat wyczytać można na stronie internetowej Artysty:

Joe describes the book as "a book about music thinly disguised as a memoir." It traces his early musical career, from childhood up to his 24th birthday, which occurred in the same week in which he went into the studio to record his first album. Along the way, Joe talks about his passion for music of all kinds; how people make music and why; musicians past and present; why music is like both sex and religion (and why it isn't); why he loves Shostakovich and The Prodigy and hates Brahms and Brian Eno; and how music saved him from becoming "one of those sad bastards you see milling around outside the pub at closing time, looking for a fight."

Dla ciekawych - link do prologu książki , który nosi uroczy tytuł "The Piss and Punchup Club". Póki nie przeszedłem na emeryturę - tylko po angielsku...

niedziela, 25 października 2009, piotrgrzegorzewski

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Countomat - licznik oraz statystyki webowe (Statystyki i Analiza danych, Wykresy, Licznik, Dane statystyczne)